🦡 To Jest Mis Na Miare Naszych

kończy się kasa na karmienie "zakontraktowanych" boćków i liska, a na nieprogramowanego miśka, co zżera 15 kilo dziennie w ogóle nic nie przewidziano. No to pomyślałem, że gdyby ktoś mógł i chciał coś wpłacić, to wrzucę konto: Kredyt Bank, oddział Przemyśl 27 1500 1634 1216 3005 4390 0000 Romans biurowy na miare naszych czasow ;o) baloo 20.04.04, 16:30 Ciekawe, jak wygladalby romans biurowy miedzy automatycznym tlumaczem a to jest miś na miare naszych mozliwości -- "jako wierny widz TVN24, gdzie puszczenie bąka przez wieloryba na środku PAcyfiku powoduje natychmiastowe łączenie sie na żywo z wielorybiarnią" (Jerzy Łyżwa GW) Wiedzieliście, że pierwszy superbohater na świecie był Polakiem? Do tego wielkim patriotą. Został mianowany na rotmistrza, ale po wojnie musiał zadowolić się sierżantem. Jego historię przypomnieli Kowalczuk i Godlewski. Krakowskie Muzeum Inżynierii Miejskiej prezentuje wystawę „P jak paradoks. Opowieść o fiacie 125p”. Okazja nie byle jaka – pierwsze duże fiaty zjechały z linii Wiocha.pl Miś na miarę naszych czasów Bezdomna i wystraszona psina płacze jak człowiek Sunia najwyraźniej nie ma najlepszych doświadczeń z ludźmi, jak można tak potraktować psa?? Miś na miarę naszych czasów - wiocha.pl absurd 1426283 Bielizna szyta na miarę online staje się wyzwaniem już na etapie wyboru. Obserwujemy, że klientki: nie zawsze znają swoje preferencje, mają trudność w określeniu tego, co jest im potrzebne, nie do końca potrafią sobie wyobrazić bieliznę ze zdjęcia na swoim ciele. Tu, całe na biało, wkraczamy my! Obraz, jaki przed czytelnikiem postawił Bond, jest pełnokrwisty i przesiąknięty Anglią pod każdym względem. Pisarz nie ustrzegł się, niestety, kilku stereotypów w przedstawianiu swoich rodaków (ach, ta flegmatyczność), ale ze względu na jego osiągnięcia na polu wprowadzania dzieci w świat dorosłych można mu to wybaczyć. Izolacja na miarę naszych potrzeb 2016-03-03 2016-03-03 www.wod-kan.biz Armacell Poland Sp. z o.o. Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważne jest zapewnienie odpowiedniego poziomu ochrony W ostatnim czasie gramy mniej więcej tym samym składem. Mam nadzieję, że nie będę obserwował negatywnych zachowań - obrażonych min czy mniejszego entuzjazmu. To jest coś, czego chcę uniknąć i co mnie martwi najbardziej. W tej chwili potrzebujemy pomocy wszystkich naszych graczy, również tych, którzy nie grają. Akcja promująca woj. pomorskie „Pomorskie, nasze miejsce na ziemi”… na terenie Pomorza w optymistycznych barwach maluje region, rozwijający się jakoby dzięki zapobiegliwości Reklamowa granda marszałka. Tymczasem tam urząd prezydenta piastuje lider na miarę naszych dziwnych czasów – trudno nie mieć wrażenie, że to wszystko skończy się źle… Hit dnia 😂😂😂 Biden do amerykańskich żołnierzy: "Największym zagrożeniem, przed jakim stoisz, jest „globalne ocieplenie” — „to nie jest żart”. Cg0WbZ. Akcja promująca woj. pomorskie „Pomorskie, nasze miejsce na ziemi”… na terenie Pomorza za 340 tys. zł w optymistycznych barwach maluje region, rozwijający się jakoby dzięki zapobiegliwości i mądrości ludzi władzy „na miarę naszych oczekiwań”. To jednak nie druga część „Misia” według Stanisława Barei. To nie jest „miś na miarę naszych możliwości i to nie jest nasze ostatnie słowo” , ale kosztowna kampania promocyjna firmowana przez polityka PO pomorskiego marszałka Mieczysława Struka. Jaki cel ma promowanie Pomorza na Pomorzu? Dlaczego kampania promująca Pomorze za 340 tys. zł została skierowana do mieszkańców woj. pomorskiego? Prezentuje się w spotach marszałek Mieczysław Struk, jego głos, jego podpis, jego wizerunek oglądają co chwila mieszkańcy województwa.– Zmieniamy region na miarę naszych oczekiwań – mówi do Pomorzan z ekranu marszałek Mieczysław Struk (PO) pod hasłem „Pomorskie. Nasze miejsce na ziemi”. W tle Słowiński Park Narodowy, Port Lotniczy Gdańsk, Wojewódzkie Centrum Onkologii, Trakt Książęcy w Słupsku, Pomorska Kolej Metropolitalna. Czyżby to był początek walki o fotele w Brukseli? Jaki jest cel kampanii reklamowej „Pomorskie moje miejsce na ziemi”, prowadzonej akurat w pomorskich mediach? – pytaliśmy w urzędzie opozycji też domagają się wyjaśnień i zapewniają, że w roku wyborczym 2014 dołożą starań sprawdzając, czy pieniądze publiczne nie idą na kampanię wyborczą. Sprawą zająć się ma też komisja rewizyjna Sejmiku. - Sprawa jest klarowna. Komisarz unijny Janusz Lewandowski już zapowiedział start w przyszłorocznych wyborach do Europarlamentu. Zaczął się więc wyścig wewnątrz PO o lukratywne posady w Brukseli, prowadzony za pieniądze publiczne. Marszałek Mieczysław Struk, ostatni naczelnik Jastarni u schyłku PRL, kampanią promocyjną postanowił wyprzedzić rywali, udając, że Pomorze jest bogate i świetnie zarządzane. Mam nadzieję, że komisja rewizyjna zakwestionuje tą polityczną swawolę, prowadzoną pod szyldem Sejmiku – uważa Marek Formela, wiceprzewodniczący pomorskiego SLD. Urząd Marszałkowski, w przekazanej nam odpowiedzi uzasadnia wydatki reklamowe lakonicznie i prozaicznie „upowszechnieniem efektów wdrażania RPO WP i POKL na Pomorzu”. RPO to Regionalny Program Operacyjny (RPO), czyli dokument planujący działania, jakie organy samorządu województwa podejmują lub mają zamiar podjąć na rzecz wspierania rozwoju regionu. W latach 2007-13 RPO stanowi element wdrażania - według europejskiej nowomowy - Narodowych Strategicznych Ram Odniesienia. POKL to Program Operacyjny Kapitał Ludzki, obejmujący interwencje Europejskiego Funduszu Społecznego. - Celem kampanii jest uświadomienie odbiorcom kampanii, mieszkańcom województwa pomorskiego, specyfiki pracy samorządu województwa pomorskiego oraz innych podmiotów działających na obszarze województwa na rzecz rozwoju regionu w aspekcie funduszy europejskich – poinformowała nas Małgorzata Pisarewicz, rzecznik UMWP i w przesłanej nam odpowiedzi argumentowała, iż „dzięki efektywnemu zarządzaniu przez samorząd województwa pomorskiego funduszami europejskimi mieszkańcom naszego regionu żyje się lepiej, dzięki lepszej dostępność komunikacyjnej regionu (drogi, kolej, lotnisko)”. Trudno jednak tymi argumentami przekonać mieszkańców peryferyjnych powiatów, z których ludzie nie mogą wydostać się w poszukiwaniu pracy, bo zlikwidowano połączenia kolejowe i autobusowe. UMWP powołuje się też na „wyższą jakość kształcenia”, co nie spowodowało jednak zwiększenia prestiżu pomorskich uczelni, ani poprawy wyników egzaminów kompetencyjnych. Nie przeszkadzało to zaś zaplanować kampanii, na którą wydano 340 279 zł. W prasie (”Dziennik Bałtycki”, lokalny „Fakt”, lokalny dodatek do „Gazety Wyborczej”, „Newsweek”) ulokował zarząd województwa 148 tys. zł. Spoty w rozgłośniach radiowych (Radio Gdańsk, Radio Plus, RMF Maxxx, Radio Złote Przeboje, Radio Kaszebe) to dodatkowe 100,4 tys. zł. Nie zapomniano też o TVP Gdańsk, Pomorska TV, TVT Teletronic, gdzie na promocję Pomorza dla Pomorzan wydano w sumie 43,7 tys. zł. Nośniki zewnętrze reklam w SKM to kolejne 49 tys. zł. Kampania reklamowa stała się przedmiotem interpelacji klubu radnych PiS. - Nie mielibyśmy nic przeciwko promowaniu walorów Pomorza w kraju, ale na terenie województwa pomorskiego promocja Pomorza budzi co najmniej wątpliwości. Po drugie służy ona eksponowaniu jednej osoby z pominięciem tysiąca osób zajmujących się rozdziałem środków płynących z Unii Europejskiej, urzędników, instytucji, radnych. Ich praca nie została zauważona. Jest gra „na szefa”. Złożę wniosek by komisja rewizyjna zajęła się zbadaniem zasadności wydatków na tą kampanię – zapowiada Przemysław Marchlewicz, radny PiS w Sejmiku, członek komisji rewizyjnej. W przyszłorocznym budżecie województwa jest zapisana kilkunastomilionowa rezerwa W roku wyborczym będziemy szczególnie przyglądać się i sprawdzać, czy pieniądze publiczne z rezerwy budżetowej nie posłużą kampanii wyborczej – zapewnił nas Marchlewicz. Urząd Marszałkowski zaprzecza, by kampania o „kwitnącym” Pomorzu adresowana do Pomorzan miała związek z przyszłorocznymi wyborami do Parlamentu Kampania nie ma nic wspólnego z przyszłorocznymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Podobne kampanie reklamowe odbywają się corocznie – argumentuje Małgorzata Pisarewicz, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. Jednak rok 2014 będzie wyjątkowy. Oto bowiem za kilka miesięcy o fotele w Brukseli zawalczy grono polityków partii Donalda Tuska, licząc, że w tzw. bastionie PO im się poszczęści. Miejsc jednak mało – trzy. W 2009 roku mandaty dla PO zdobyli Janusz Lewandowski i Jarosław Wałęsa. Doszlusował później Jan Kozłowski w miejsce komisarza Lewandowskiego. W 2009 r. na Pomorzu PiS zdobył jeden mandat ku zdziwieniu wielu dla Tadeusza Cymańskiego, secesjonisty z PiS, dziś w SP Zbigniewa Ziobry. Na pomorskiej liście zapewne pojawi się jeszcze jeden konkurent - Krzysztof Lisek, były polityk KLD i UW, ale najpierw musi się wyratować po tym, jak Europarlament uchylił mu immunitet w związku z zarzutami dotyczącymi spraw gospodarczych. Po śledztwie Prokuratury Okręgowej w Koszalinie w 2012 r. ruszył jego proces w Gdańsku. Na dodatek miejsce Liska na liście PO w okręgu Warmii, Mazur i Podlasia zajmie Barbara Kudrycka, pochodząca z Białegostoku, była minister nauki i szkolnictwa wyższego. Czyje więc jest Pomorskie – nasze miejsce na ziemi?ASG Newer news items: - Gildia Gdańska wróciła - Prezydent Adamowicz analizuje afery lokalową i MOSiR-owską - Po 9 mln zł gdańszczanie zgłosili 421 wniosków - Razem przeciw białaczce – Mikołajkowy Dawca Szpiku - Cena wody zamrożona pod naciskiem Older news items: - Jak uchronić mieszkanie przed włamaniem? - Radni PO obradowali przy zamkniętych drzwiach - Góra Grosza 2012: Zespół Szkół Społecznych STO najlepszy na Pomorzu - Piwo Waldemara Pitali najlepsze w Pomorskim Konkursie Porterów Domowych - Korespondencja nadeszła – kontrola w SNG Jakie miasto, taki Miś, chciałoby się rzec. Żeby zarobić trzeba najpierw wydać, czyli zainwestować. To stara biznesowa zasada. I jak czytam o projekcie luksusowego parkingu przy Reymonta to przychodzą mi do głowy dwa pytania. Pierwsze: czy jego budowa będzie takim samym sukcesem jak rewitalizacja Reymonta? I drugie: czy nie jest to aby krok mający dać koalicji pretekst do wprowadzenia opłat parkingowych w centrum? Bo nic nie dzieje się bez przyczyny. A już w Radomsku, to na 100 procent Daniel Łuszczyn, felietony@ było dawno temu. Tak dawno, że niektórzy cz...... Płatny dostęp do treści To jest tylko fragment tekstu - jeśli chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium musisz wykupić dostęp Wykup dostęp Reklama Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów do artykułu: Łuszczyn: Ten parking to jest Miś na miarę naszych możliwości [Danie(l) dnia]. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty, zgłoś go za pomocą linku "zgłoś". Wielki kontrreformator Jacek Kurski odtrąbił sukces na konferencji dla bożych owieczek oglądających jeszcze jego TV PiS, jakoby bezkonkurencyjna telewizja rządowa wygrała z Polsatem. Śmiech mnie ogarnia, bo Polsat na transmisjach zarobił na czysto 34,1 mln zł, a telewizja PiS dołożyła do interesu 20 mln zł. Kurski chwalił się jednak nie kasą, ale oglądalnością, bo wiadomo, że tylko z tego rozliczy go wódz, choćby umoczył budżet spółki na grube miliony. Jednak kiedy popatrzyłem na wyniki oglądalności Euro 2012, gdzie polskie orły Franca Smudy odpadły, ku rozpaczy reklamodawców, już w fazie grupowej, to wtedy oglądalność była znacznie wyższa niż teraz. Mecz Polska-Rosja najpopularniejszy wtedy w TVP oglądało ponad 14 mln osób, w tym roku najpopularniejszy - Polska-Portugalia tylko 8 mln. Średnia wszystkich transmitowanych spotkań w 2012 wyniosła prawie 8 mln, teraz - jeśli dobrze liczę - nieco ponad 5 mln. Inne były koszty transmisji, warunki promocji, godziny meczów, niewielka część fanów uczestniczyła na żywo, na polskich stadionach, nie przed ekranami TV, ale jednak najpopularniejsze występy Małysza też oglądało więcej telewidzów niż tegoroczny "sukces" Kurskiego. Gdzie więc ten sukces? Na stronie KRRiT jest wszystko rozpisane w tabelkach: Bierzcie i czytajcie, póki PiS nie skasuje, jak zrobił to z materiałami dowodowymi komisji badania wypadków lotniczych, które nie były partii na rękę. Zdaje się, że pan Kurski próbuje zaklinać rzeczywistość. Chłop z Lubelszczyzny uwierzy w sukces, zakon PC - nie. Moim zdaniem, gdzieś tam w Warszawie chodzi już po instrukcje do komitetu centralnego nowy prezes TVP. Kubek z nadrukowanym wzorem jak na głównym zdjęciu. Możesz także skorzystać z naszego kreatora i przygotować swój własny projekt do nadruku: Kubek zapakowany jest w pudełko z okienkiem. O kubku: - Klasa AAA biały, ceramiczny z połyskiem + nadruk - Nadruk jest trwały 20 x 9 cm kolorowy (CMYK) - Kubek nadaje się do zmywarki oraz mikrofalówki - Średnica kubka 8 cm, wysokość 9,5 cm, poj. ok. 330ml - Kubek posiada atest i nadaje się do kontaktu z żywnością Gdy spoglądałem na przaśność i pompowanie do niebotycznych wręcz granic balonu z napisem „Sprzedajemy »Lewego«”, doszło do mnie subiektywne odczucie, że od czasów prezesa Ryszarda Ochódzkiego i klubu sportowego „Tęcza” w Polsce absolutnie nic się nie zmieniło. Ustrój komunistyczny zastąpiony został przez krwiożerczy kapitalizm – czytaj: zmieniły się jedynie kostiumy głównych bohaterów, ale twarze pozostały te same. Herosi i złoczyńcy niczym pod blokiem pomieszali drużyny w myśl zasady „zmieniamy flagę i jedziemy dalej”, ale chore układy pozostały – także w sporcie. Kiedy myślę o „Misiu” Stanisława Barei, nachodzi mnie refleksja, że piękno tego filmu polega na tym, iż nigdy się on nie starzeje i każdorazowo wywołuje u widza salwy śmiechu. Równocześnie okrutnie przerażające jest to, że wiele absurdów PRL-u ukazanych w kultowym obrazie jest zaskakująco aktualnych również dzisiaj. Suma wszelkich plusów i minusów w naturze wynosi zawsze zero. Za komuny mieliśmy futbol przez duże „F”, ale nie mieliśmy na półkach sklepowych nic oprócz octu i wódki. Mieliśmy pieniądze, ale nie mieliśmy ich na co wydawać. Andrzej Iwan w autobiografii wspominał, że forsy miał tak dużo, iż upychał ją w kredensie, nie było bowiem na co jej nawet wydać. Dzisiaj proporcje odwróciły się o 180 stopni. Unia Europejska, globalna wioska – terminy te zdefiniowały nasze dzisiejsze życie, przynosząc uginające się półki w sklepach i dostęp do towarów, jakich dusza zapragnie, a o jakich kiedyś mogliśmy tylko marzyć. Nie zawsze niestety są pieniądze, a poziom polskiego futbolu wywołuje dzisiaj jedynie uśmiech politowania na twarzy. Futbolową degrengoladę ratują jednak oni – trójka muszkieterów z Dortmundu – i przede wszystkim on – Robert Lewandowski, bohater ludu, miś na miarę naszych możliwości. Robert Lewandowski (fot. Miś musi być duży – ba! – nawet wielki, musi atakować zewsząd, choćby z lodówki. Musi zastąpić nam to, czego nie mamy, i przede wszystkim zasłonić to, czego zobaczyć nie możemy. Miś jest substytutem wszelkich niedoborów i braków w naszym kraju – nie doceniamy naszych noblistów, pisarzy, aktorów, muzyków, ale mamy ich – trójkę z Dortmundu. Wszelkie choroby, niedostatki, bieda nie powinny się liczyć, bo mamy ich. Przerysowanie użyte przeze mnie jest oczywiście celowe, ale spójrzmy logicznie. Gdy człowiek włączy wiadomości – nieważne na jakiej stacji, abstrahujemy zatem od upolityczniania – są one monotematyczną kroniką policyjno-kryminalno-szpitalną, a nie wartościową porcją newsów. Dowiadujemy się jedynie o wypadkach, pobiciach, wypadkach, śmierci oraz… transferze „Lewego” – czy w naszym kraju nie dzieje się doprawdy nic innego, równie ciekawego? Czasami mam wrażenie, że celem ludzi sterujących mediami jest wychowanie pokolenia lemingów, troglodytów. Debili, którzy indoktrynowani, będą w stanie jedynie kupować historie rodem z programów nadawanych po 22:00. Wracając do futbolu – tak jak wybrakowane są nasze wiadomości, tak pompuje się balon Lewandowskiego. Sport w naszym kraju – nie tylko piłka – jest tak ubogi, że polscy dziennikarze postanowili tę cytrynę wycisnąć do ostatniej kropli soku, a potem złożyć ją znów i od nowa zgnieść, wyżymać raz po raz. I tak w kółko. Rozumiem, że na bezrybiu i rak ryba, ale czy braki na jednym polu musimy równoważyć zawsze Lewandowskim? Czy jego wesele jest tak ważnym newsem, żeby mówić o tym w głównym wydaniu wiadomości? Czy napastnik Borussii ważniejszy jest niż galopujące bezrobocie? Chleb dziennikarza nie jest prosty, wiem o tym. Z racji braku innych dojnych krów używa się tej dobrej tak długo, jak tylko się da. Rozumiem także fakt, iż polskiego piłkarza, który tak masowo oddziałuje na wyobraźnię ludzi, nie było od czasów Zbigniewa Bońka. Podobnie z jego wartością rynkowo-marketingową. Cieszę się niezmiernie, że Lewandowskiego wycenia się na 25-30 milionów euro, bo ostatnim tak drogim grajkiem był również Boniek. Spytacie: jak to, skoro „Stara Dama” zapłaciła za „Murzyna” Widzewowi jedynie 1,8 miliona dolarów? Tak, ale te 1,8 wtedy było jak dzisiaj te 25 – nie zapominajmy, że pieniądz przez lata się zdewaluował. Cztery gole wbite Realowi Madryt stały się wizytówką Roberta, ale cały medialny cyrk z jego udziałem budzi coraz większy niesmak. Ja nie mam nic do Lewandowskiego – wspaniały to piłkarz i przede wszystkim Polak, ale to, co się stało – i nadal się dzieje – jego udziałem w mediach, woła o pomstę do nieba. Dawniej media jechały na Małyszu, teraz eksploatują do granic zdrowego rozsądku i smaku transfer polskiego napastnika. No i gdzie ten Bayern? Polub Bloody Football! na Facebooku Stare porzekadło mówi, że prawda zawsze leży pośrodku, i coś w tym jest. Nie wiadomo, czy to Bayern gra na zwłokę i dogadał się z „Lewym” i Cezarym Kucharskim, a później nabrał wody w usta, czy to może sam przedstawiciel polskiego napastnika źle rozegrał cała partię i pośpieszył się zwyczajnie z potwierdzeniem transferu w telewizji śniadaniowej? Stawiałbym na błąd Polaków, Bayern załatwia bowiem swoje sprawy po cichu. Summa summarum wyszło, jak wyszło, i zamiast milionów na koncie pozostał smród. Kucharski i Lewandowski wyszli w oczach przedstawicieli Dortmundu na chciwych najemników, a impas w sprawie transferu trwa w najlepsze. W tym czasie napastnik odrzucił ofertę Realu. Hmm, od kiedy to Realowi się odmawia? Oglądaliśmy już wiele sag transferowych niemalże kolumbijskich – miesiącami odchodził Cristiano Ronaldo, sprzedawano Beckhama, Figo etc. Wszystko to jednak miało ręce i nogi. W kazusie Lewandowskiego mam poczucie typowo przerysowanej polskiej mentalności, jak właśnie w „Misiu” czy choćby w „Szczęśliwego Nowego Jorku” – opowieści o Polonii mieszkającej w USA – w reżyserii Janusza Zaorskiego. Gdzieś zrobiono typowy błąd „made in Poland”. Używając metafory – panowie z Zachodu przyszli ubijać interesy w garniturach od Armaniego i drogich butach, a Polacy weszli na salony, jakby jeszcze chodzili w neonowych dresach i klapkach Kubota. Powiało brakiem taktu, strategii i dyskrecji. Nie, bynajmniej nie mam kompleksu niższości wobec innych krajów i nacji, ale prawdy nie oszukam – bajki o naszym członkostwie jako pełnoprawnego członka UE to bujda na resorach. Nadal jesteśmy sto lat za murzynami, zwłaszcza w kwestii standardów biznesowo-futbolowych oraz jakości sportowej. Zamiast budować, jeszcze bardziej dzielimy. Zmienili się sternicy w PZPN-ie, a już zaczynają się wojenki i medialne gierki. Kosecki powie to, Boniek tweetnie tamto i media mają pożywkę. Miało być inaczej, lepiej, a skończy się pewnie jak zawsze. Zbigniew Boniek w całym tym grajdole to postać z innej planety, miejmy jedynie nadzieję, że polskie powietrze nie wywieje z niego zachodniej mentalności i świeżych pomysłów. Wracając do „Lewego”: jeśli odmówił Realowi, zrobił kardynalny błąd. Nieważne, kto mu to doradził, ale są kluby, którym zwyczajnie się nie odmawia. Rozumiem, że chce grać w Bayernie – zna już kraj, język, kulturę, Bundesligę, a dodatkowo „Bawarczycy” są w tym momencie na piedestale klubowej piłki na świecie. Ale odmówić Realowi…? Epilog jest taki, że Robert Lewandowski nadal nie zmienił klubu, i to mimo szumnych zapowiedzi Cezarego Kucharskiego. Po wakacjach „Lewy” zapewne zamelduje się na Signal Iduna Park, gdzie dogra do końca kontraktu, a później odejdzie za darmo. Nieważne, czy do Bayernu czy do FC KtoDaWięcej. Media przez cały następny rok będą jechać na tym paliwie, spekulując miesiącami, kto i jaki kontrakt zaproponuje polskiemu napastnikowi. Miś znów będzie wielki, Miś znów będzie na miarę naszych możliwości. Zasłoni inne nieistotne dla kraju sprawy, jak: bezrobocie, afery i sejmowe rozgrywki. A co potem, gdy miś w końcu spadnie z liny i się zniszczy? Jak to co? Wypisze się protokół zniszczenia! Kierownik planu Hoffander i prezes Ochódzki już będą wiedzieć, co z tym fantem zrobić. Artykuł ukazał się także na Bloody Football! Blog Borussia Dortmund Robert Lewandowski

to jest mis na miare naszych